Poseł na Sejm RP Piotr Borys uważa, że Ministerstwo Edukacji trochę „przespało” przygotowania do rozpoczęcia roku szkolnego. Jego zdaniem, pierwsze dwa tygodnie powinny odbyć się w systemie zdalnym z myślą o tych uczniach, którzy właśnie wrócili z wakacji. Stacjonarne nauczanie, zdaniem posła grozi szybkim zamknięciem szkół. Takie wnioski wyciągnął na podstawie sugestii, jakie do komisji spływały m.in. od dyrekcji szkół.

Piotr Borys jest przedstawicielem komisji edukacji, nauki młodzieży. Poseł podkreśla, że proszono Ministerstwo Edukacji o to, by konsultowało decyzje i kryteria dotyczące bezpiecznego powrotu do szkół z nauczycielami, dyrektorami i samorządowcami.

Z żalem muszę powiedzieć, że te konsultacje nie odbyły się. Na nasz wniosek odbyła się komisja. Co było celem? Porozmawianie o tym, jak powinien optymalnie wyglądać bezpieczny powrót uczniów do szkoły. Zgłosiliśmy mnóstwo sugestii. Ministerstwo zaś z dużym opóźnieniem przedstawiło kryteria, na 3 tygodnie przed rozpoczęciem roku szkolnego i ich nie skonsultowało – mówił podczas konferencji prasowej z lokalnymi dziennikarzami Piotr Borys.

Przerzucono całą odpowiedzialność na dyrektorów szkół i na samorządy bez bardzo czytelnych kryteriów działania i odpowiedzialności. Nie ma czytelnych kroków, co należy zrobić. Każdy musi szkołę zorganizować sam. Były propozycje, by zrobić rozpoczęcie roku stacjonarnego po dwóch tygodniach od zakończeni wakacji, by rozpocząć zdalnie, bo wszyscy skądś przyjeżdżają – z obozów, kolonii i różnych miejsc, by uniknąć szybkiego rozprzestrzeniania się wirusa. Tak stało się w Niemczech i Izraelu. Szybko zamknięto szkoły. Druga ważna rzecz to kompletne poluzowanie rozporządzenia dotyczącego warunków w szkole. Nie ma możliwości swobodnego regulowania lekcji, ich długości, przerw. Podstawa programowa jest przeładowana. Nie ma możliwości jej realizacji, kiedy szkoła przejdzie na nauczanie zdalne. Inna ważna rzecz to kwestia sprzętu. Dyrektorzy mówią jasno – nie są w stanie w szkołach, gdzie jest ok. 400 uczniów mierzyć termometrem temperaturę ich wszystkich. Muszą być bramki termowizyjne. To kosztuje 7 tys. zł. Te pieniądze muszą się znaleźć. Po drugie ok. 100 tys. dzieci w Polsce było wykluczonych z nauczania zdalnego ze względu na brak komputerów i dostępu do internetu – podkreślał Piotr Borys. – Apelujemy do Ministra Edukacji, by wszystkie sugestie, które do nas spływają były uwzględnione i wprowadzone – mówił parlamentarzysta.

.