Lubinianie nie popisali się frekwencją jeśli mowa o świątecznym jarmarku w sercu miasta. Trudno powiedzieć co jest powodem małego zainteresowania bożonarodzeniowym jarmarkiem. Wśród stoisk na odwiedzających czekały wypieki, sery, biżuteria, zabawki różnorodne wyroby w większości ręcznie robione.

 

Choć nie brakowało iluminacji i świątecznego nastroju, to na nadmiar odwiedzających wystawcy na lubińskim rynku narzekać nie mogli. Zapewniali, że frekwencja rok temu była wyższa. Atrakcyjnych wyrobów nie brakowało, a zdarzyły się takie, które cieszyły się szczególnym zainteresowaniem, jak np. sery wykonywane ręcznie przez lubinianina.

– Oferujemy sery podpuszczkowe z mleka krowiego. Wszyscy się dziwią, że tworzymy coś takiego w Lubinie, w centrum miasta. Czas przygotowania musi być odpowiedni. Trzeba pozyskać odpowiedniej jakości mleko. Trzeba się tym interesować i mieć zaparcie by poznać cały system produkcyjny. Lubinianie chętnie nas przyjmują i próbują nasze sery. Jarmark jest dobrym pomysłem, by ruszyć ludzi z kanapy. Jesteśmy tu pierwszy dzień, ale to, co mieliśmy na jutro już właśnie schodzi – mówił Mateusz Dydniański Pasieka Yogi Miody i Sery z Lubina.

2 KOMENTARZE

  1. W pierwszy dzień większość stoisk zamknięta tuż po 18, na stoiskach z zabawkami chińszczyzna. Nie wiem gdzie trzeba było szukać tych 41 rękodzielników – no chyba, że policzymy wszystkich obsługujących jedno stanowisko, to może by się zebrało ich tylu?? Normalnie szał. Do tego Mikołaje na motorach, atrakcja roku…

    • motor masz w pralce, Mikołaje były na motocyklach. A co w/g Ciebie to atrakcja Bożonarodzeniowa? Zamknąć to, wykopać znów dziurę i bedzie git.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisz swój komentarz
Wpisz tutaj swoją nazwę