Lubińskie hospicjum powstawało w pocie czoła. Po 10 latach funkcjonowania przyszedł czas na świętowanie. Placówka służy teraz pomocą 25 osobom i pozwala na godne zakończenie życia. Podczas jubileuszowej uroczystości wyróżniono pracowników hospicjum i wolontariuszy.

Dekada to jubileusz, który pozwala na podsumowania i świętowanie. Pierwszy blok hospicjum powstawał przez 9 lat. Jak wspomina główny inicjator przedsięwzięcia Zbigniew Warczewski, drugi blok udało się powołać do życia w 1,5 roku. Różnice polegają na innym postrzeganiu potrzeby powstania hospicjum przez społeczeństwo.  Przybudowie drugiego bloku pomagała już Fundacja KGHM Polska Miedź i samorząd, głównie wówczas powiatu pod zarządem Małgorzaty Drygas – Majki. Dziś placówka zatrudnia 20 osób i korzysta z pomocy podobnej ilości wolontariuszy. – To była droga krzyżowa. Ciężko było i trzeba było przekonywać ludzi nawet w środowisku medycznym. Dziś zadaję pytanie – wyobraźcie sobie, że nie ma hospicjum w Lubinie? Brak odpowiedzi. Teraz mamy pełne obłożenie. 24 do 25 łóżek w zależności od potrzeby. To jest miejsce, gdzie można godnie odejść z tego świata. Takie było nasze marzenie. Chyba nam się udało – mówi Warczewski, prezes Stowarzyszenia Palium. – Na dzisiejszej uroczystości świętują przede wszystkim pracownicy hospicjum, głównie ci, którzy są z nami od 10 lat. Są też z nami wolontariusze, którym dziękujemy za bezinteresowną pomoc na rzecz hospicjum. W drugiej grupie są zaproszeni goście z samorządu oraz ci, którzy wspierali nas w budowie i powstawaniu hospicjum – mówił Zbigniew Warczewski. Wśród świętujących pracowników była Edyta Turbak, pielęgniarka w hospicjum domowym. – Żeby wykonywać to zajęcie trzeba być osobą ciepłą, otwartą i umieć zrozumieć chorego pacjenta. Musimy potrafić go wysłuchać na temat ogólnego stanu zdrowiu, jakie ma potrzeby, jakie ma objawy,  jak cierpi, jakiego rodzaju są bóle i jak są nasilone. Ale nie tylko pielęgniarką trzeba być w tej pracy. Trzeba być przyjaciółką – stwarzać atmosferę jak rodzina. Z rodziną pacjenta też trzeba potrafić współpracować. Ta praca jest ciężka psychicznie bardziej niż fizycznie. Na pewno ciężka i trudna jest sytuacja, gdy pacjent powoli odchodzi. – kiedy jest stan agonalny. Musimy potrafić odpowiedzieć pacjentowi i jego rodzinie na pytanie czy to już jest czas, gdy ma odejść. To ciężka praca. Zdarza się płakać i przynosić tę pracę do domu. Często traktuje się tych pacjentów jak własną rodzinę. Nieraz chodzimy do nich pół roku, rok czy dwa lata. Czasami dwie godziny. Wszystko zależy od stanu zdrowia pacjenta – relacjonuje swoją pracę i uczucia Edyta Turbak.